Po lewej stronie widzicie nasz nowy, tymczasowy dom :) Niekoniecznie łatwo przyszło nam się do niego dostać. Wsiedliśmy w taksówkę na lotnisku a miły pan szofer zawiózł nas na miejsce. Musicie jednak wiedzieć, że w Japonii ulice na ogół nie mają nazw, a adres znajduje się (albo nie) po dzielnicy, następnie jakby pomniejszej dzielnicy, a na koniec kwartale (w którym jest wiele budynków i nie sposób poznać, który to nasz). Przez pół godziny łaziliśmy tam i z powrotem z walizami. Koniec końców udało nam się, choć byliśmy bliscy załamania.
Na zdjęciu po prawej widnieje, jak się chyba domyślacie, piękna, tradycyjna remiza.
Poniżej zaś współautor tych skromnych słów przed megawielkim publicznym lusterkiem do demakijażu :]
Na dziś kończymy, bo kiedyś trzeba iść spać. Powrócimy jutro aby - jak zwykle - zdobywać świat, o wszystkim Was informując!
5 komentarzy:
Yo nasze ziomki w obcej ziemi:) Pati pierwszy wpis Olka daję rade! Więc dopuszczaj go częściej do klawiatury:D czekam na kolejne wpisy:) pozdro600:)
hihi
coś mi się potegesiło wcześniej..
cieszy mnie wielce blogowy pomyślunek... czuje się jakbym mieszkał u was w szafie :) hmm.. czy jakoś tak ;)
pozdrowionka i mocne uściski-chi i cmoku-chu .. <><
Jak to dobrze, że założyliście bloga :) Uśmiałam się z komentarzy :D
W Osace jakoś nie zauważyłam tylu klimatyzatorów... Ale ja mieszkałam koło pól cebuli to może dlatego ;P
My za parę godzin do szkoły - trzymajcie kciuki, żeby znowu K. nie wrócił ;]
Pozdrówki.
Hello^^
Chwalić bloga, chwalić!
Mój się wydaje jakiś taki koszmarnie nudny przy waszym ^^; No ale ja w sumie tylko pisze co robiłam, bez jakichś komentarzy, już samo pisanie zajmuje za dużo czasu, a gdzie jeszcze miałabym myśleć ;D
Dobrze, że macie też galerię. Ja ze swoją utknęłam... wszystko przez komentarze. Założyłam sobie, że będę komentować niemal każde zdjęcie, wiec to tez dużo pisania. Ale kiedyś nadrobię.
A tymczasem będę czytać o waszych podbojach! Więc piszcie często!
Prześlij komentarz