czwartek, 11 października 2007

#:/

Wiecie, ile w Japonii kosztuje Xbox 360 w wersji Elite, za którego w Polsce trzeba zapłacić 1770zł? 1050 zł. A wiecie, w jakim systemie nie działa? W PAL. A z jakimi grami nie działa? Z tymi wydawanymi w Europie. A wiecie co o tym sądzę? :////

sobota, 6 października 2007

Dzięki! :)

A tak w ogóle, to chcieliśmy Wam wszystkim podziękować za czytanie i komentowanie naszego bloga. Dobrze jest wiedzieć, że jest dla kogo pisać ;) Gorące pozdrowienia - Pati, Olo & Misiek

Genialne patenty cz. 1

O Japończykach można mówić wiele, także o tym, że są dziwni i robią dziwne rzeczy w dziwny sposób. Prawda. Miewają też genialne pomysły i potrafią je wprowadzać w życie. Rozpoczynamy dziś serię, w której będziemy przedstawiać niektóre z nich.


Na pierwszy rzut - no właśnie. Nie powiem co to, zgadujcie. Chodzi o te żółte pasy (dodam, że mają na sobie podłużne karby) na chodnikach. Osoby, które wiedzą, niech nie podpowiadają! ;)

Japan auto-style.

Należy się temu zagadnieniu kilka słów, ponieważ motoryzacyjny styl w Japonii jest dość szczególny. 90% samochodów należy do jednej z następujących grup: sedany (nowe, w większości japońskie), minivany i widoczne na zdjęciu... kubikle. Te zaś to zjawisko naprawdę unikatowe. Są to malutkie samochodziki o płaskich powierzchniach, z felgami wielkości tych od resoraków (ale prawie zawsze wypasionymi aluminiowymi), ciemnymi szybami i zderzakami 10 cm nad jezdnią. Naprawdę nie wiem, po co Japończykom tyle miejsca nad głową, ale jest tego tu pełno. Swoją drogą, po kilku dniach przyzwyczajania się do tego widoku, muszę powiedzieć, że taka idea projektowania aut zaczyna do mnie przemawiać.

Należy oczywiście brać pod uwagę to, że - przynajmniej na razie - obracamy się po okolicy centrum, a więc i bryki są raczej wypasione niż nie. Inna sprawa to to, że wszystkie wyglądają tak, jakby właściciele codziennie rano je pucowali i woskowali i nacierali balsamem z... czegoś błyszczącego ;D Zwłaszcza wieczorem, wśród neonów, auta wyglądają jak wyjęte z intra Need for Speed: Fukuoka eXtreme Clean-cars ;)




Kolejnym charakterystycznym elementem japońskiej ulicy są skutery i pojazdy motorynkowate. Na przykład ten po lewej - wersja dla hardcorowych 12-latek ;) A tak poważnie - bardzo dużo ludzi jeździ na rowerach i skuterach właśnie. Zdarzają się także przypadki takie, jak nasz sąsiad - codziennie około północy (bo w dzień to nie ma sensu przecież) odpala choppera i uderza w ulice. Generalnie jednak "prawdziwych" motorów nie widzi się wiele, już nawet u nas jest ich chyba więcej o_O.

Długi weekend!


I nastał długi weekend - w Japonii poniedziałek jest dniem wolnym, z okazji Święta Tężyzny Fizycznej :D Chyba wypiję z tej okazji piwko czy co ;P

A tak poza tym cóż? Pierwszy tydzień szkoły za nami, w wyniku przetasowań zajęciowych w przyszłym nie będziemy już mieli nic razem. Przedwczoraj skierowani przez panią szkolną sekretarkę udaliśmy się do księgarni, znajdującej się w małym mieszkanku (i nazywającej się Wielka Dolina :D) gdzie przez pół godziny zastanawialiśmy się, które książki kupić - jest to bowiem księgarnia, sprzedająca tylko i wyłącznie materiały do nauki japońskiego - wszystkie poziomy, wszystkie dziedziny, czego dusza zapragnie! Totalny wypas. W końcu kupiliśmy 5 najbardziej interesujących pozycji, ale z całą pewnością jeszcze tam kiedyś wrócimy...


Zmieniając klimat z naukowego na gastronomiczny - właśnie wróciliśmy ze spaceru. Na spacerze - wiadomo - człowiek głodnieje. Mieliśmy oboje wielką ochotę na pizzę, jednak tego wieczoru przeznaczone nam było zgoła co innego... Otóż trafiliśmy do Pip's Coffee House - knajpki w samym centrum miasta, urządzonej jak amerykański diner, ze starym bluesem w głośnikach, keczupem Heinza, reklamami Colt Firearms Company na ścianie i - co najważniejsze - właścicielem. Właściciel był najważniejszy nie tylko z racji pełnionej przez siebie funkcji, ale też z racji tego, że wyglądał jak japoński James Brown. Na zakupach. Serio serio - był gruby jak James, śmiesznie chodził jak James, miał twarz(!) jak James i - oczywiście - mówił niewyraźne - jak James. Miał nawet złote łańcuchy. A na zakupach dla tego, że zamiast mega-fryzu miał kaszkiet.
Zjedliśmy po suupaabaageerze (american style, na tależu osobno bułka i wszystkie składniki) i wypchani na maksa potoczyliśmy się do domu.

środa, 3 października 2007

Back to school.

Wybaczcie, że trochę zaniedbaliśmy blogowe obowiązki, lecz... nie no, w sumie nie ma dobrej wymówki ;D

Z nowości - zaczęliśmy szkołę. W poniedziałek test a potem pierwsze zajęcia. Wrażenia mamy... mieszane. Po pierwsze - są duże trudności z dostosowaniem poziomu. Grup nie ma wiele. Ogólnie jest tak, że osoby, które trochę sie już uczą, mówią bardziej naturalnie niż my (z przyczyn oczywistych). Z drugiej strony poziom gramatyki (o znakach już nie wspomniawszy) jest, delikatnie mówiąc, bardzo niski. Na razie próbujemy znaleźć optymalne rozwiązanie, zobaczymy jak sprawy się potoczą.